Recenzja książki: Stanisław Guliński, "Całkiem Bliski Wschód"
Coraz Bliższy Wschód
Kilka całkiem dobrych reportaży

Zaczyna się z wysokiego C. Tam-ta-tam-ta-tam. „Chciałbym (...) ratować wizerunek Bliskiego Wschodu przed zalewem tandetnej żurnalistyki (dla odróżnienia od dziennikarstwa), dla której wszystko, co tu się dzieje, a nawet szerzej: od Maroka po Irak, a w zasadzie i po Indonezję, jest jednym i tym samym: terroryzmem, fundamentalizm i nienawiść - oznajmia we wstępie autor. A w Polsce można powiedzieć na ten temat wszystko, bo jesteśmy w kwestii zainteresowania Bliskim Wschodem zupełnymi nowicjuszami". Oj, zupełnie niepotrzebna ta napuszona donkiszoteria, to pozowanie na odkrywcę. Ratować? Bez przesady. Nie jesteśmy znów aż takimi znów nowicjuszami.

Zupełny falstart. Po takiej deklaracji czytelnik spodziewa się w książce Bóg wie czego, jakiejś wiedzy objawionej, jakiegoś klucza do wrót tajemnicy, a tu z dużej chmury mały deszcz. I problem nie w deszczu, bo książka jest dobra, a miejscami bardzo ciekawa, ale w chmurze, sztucznie rozdętej i napompowanej. Zapomnijmy więc czym prędzej o tym całym „ratowaniu", że coś tam nas „zalewa". Spokojnie siądźmy, poczytajmy, a znajdziemy kilka całkiem dobrych reportaży.

Kilka, nie kilkanaście, bo nierówny to zbiór. Bardzo. Raz był pomysł, innym razem - nie. Duże brawa za podróż autokarem po Turcji, jeszcze większe za erudycyjną wędrówkę w przeszłość Syrii, a rozmowa (jak i w ogóle samo dotarcie do rozmówcy) z palestyńskim spadochroniarzem, którego Niemcy zrzucili w 1944 r. pod Jerychem do akcji dywersyjnej przeciw Brytyjczykom to już dziennikarstwo najwyższej próby. Chapeau bas! Za to koszarowy rozdział o Iraku... Boże, co za nuda! I jakie infantylne! No i mikołajowe rózgi za „Czerkiesów z plemienia Szapsugh i Kabarda". Chodziło o Kabardyjczyków i Szapsugów, należących razem z Czerkiesami do tej samej adygo-abchaskiej rodziny językowej (w XIX w. Rosjanie niemal wszystkie ludy tej części Kaukazu nazywali „Czerkiesami").

Efekt końcowy? Całkiem Bliski Wschód? No, może jeszcze nie całkiem. Ale na pewno coraz bliższy... To już dużo.
 

Stanisław Guliński, Całkiem Bliski Wschód, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2008, s. 216   

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj