Recenzja książki: Judy Budnitz, "Ładne duże amerykańskie dziecko"
W ciąży z Ameryką
Siła opowiadania

Do grona znakomitych autorów opowiadań, takich jak Doris Lessing, Sam Shepard czy Etgar Keret, dołączyła niedawno młoda Amerykanka – Judy Budnitz. Polski czytelnik może pamiętać ją z głośnej, skomponowanej przez Zadie Smith antologii „Poparzone dzieci Ameryki”. Opowiadanie Budnitz wyróżniało się pomysłowością i precyzją. Teraz, dzięki książce „Ładne duże amerykańskie dziecko”, mamy szansę przekonać się, że nie był to przypadek.

Wszystkie zebrane w tomie opowiadania łączy jakieś pęknięcie rzeczywistości, szczelina, przez którą przedostaje się detal rodem ze snu, czy scena, która w prawdziwym świecie nie powinna się zdarzyć: rodzi się dziewczyna z błoną pomiędzy palcami, w szpitalnym klozecie pływa ryba, dziecko posłusznie czeka w brzuchu matki pięć lat, żeby urodzić się na amerykańskiej ziemi. W tych surrealistycznych historiach przemyca Budnitz tematy o sporym ciężarze gatunkowym. Dyskutuje z pojęciem normy, stereotypami dotyczącymi macierzyństwa, pokazuje, jak rodzi się faszyzm.

Tematyka, oszczędność środków i precyzja przywodzą na myśl Doris Lessing, która przecież też korzysta ze zdobyczy surrealizmu i symbolizmu. Ale opowiadania Budnitz mają inną dynamikę, cechuje je szybszy „montaż”. Więcej w nich mrocznego humoru. Budnitz po mistrzowsku buduje nastrój grozy: niedopowiedzenia, niepokojące obrazy sprawiają, że czytelnik dostaje gęsiej skórki. Mam nadzieję, że książka Budnitz będzie kolejnym argumentem na rzecz promocji opowiadania, które wciąż jest traktowane przez polskich wydawców po macoszemu. Niesłusznie.

 
Judy Budnitz, Ładne duże amerykańskie dziecko, przeł. Jolanta Kozak, Znak, Kraków 2009, s. 304
 

  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj