Recenzja książki: Virginia Woolf, "Siedem szkiców"
Okruch ze stołu pisarza
Okruchy ze stołu pisarki

Niewielka książeczka wczesnych tekstów Virginii Woolf „Siedem szkiców” jest dość kuriozalna – tylko niecałe 20 stron jest dziełem pisarki, pozostałe 80 zajmują wstęp, wprowadzenia, komentarze, przypisy i noty. I prawdę mówiąc ta część jest najciekawsza.

Doris Lessing we wstępie szumnie zapowiada, że w tych szkicach pisarka pokazuje swoją niepokorną i krytyczną twarz. Nie jest mimozowatą cierpiętnicą, jak przedstawiano ją chociażby w filmie „Godziny”, ale osą, która potrafi użądlić. Rzeczywiście, zapiski Woolf to obrazki sytuacji salonowych i szkice do portretów w większości bardzo nieprzychylne. Przy czym problem polega nie na ich ostrości, ale na tym, że to zaledwie szkice, a nie dopracowane portety czy eseje.

Pochodzą z 1909 r., a pierwszą powieść „The voyage out” Woolf ukończy w 1913 r. Tutaj wyraźnie ćwiczy się w budowaniu postaci czy sytuacji. I trudno dostrzec nawet to, o czym dowiadujemy się z komentarzy. Choćby że panna Reeves, pośpiesznie naszkicowana przez Woolf, była słynną kochanką G.H. Wellsa i bardzo barwną postacią. Lessing anonsuje we wstępie, że niestety Woolf ujawnia tu swój antysemityzm. Sporo miejsca zajmuje ta kwestia w komentarzach. Tymczasem nawet ten antysemityzm trudno dostrzec, wydaje się on nie tyle prawdziwym uprzedzeniem, co próbą opisania pustej i nieprzyjemnej kobiety w tekście „Żydzi”.

Siłą rzeczy taka książka sprawia wrażenie przyczynku do twórczości. Pokazującego przy okazji, jakich starań wart jest w Wielkiej Brytanii nawet najmniejszy okruch ze stołu wielkiego pisarza.
 

Virginia Woolf, Siedem szkiców, przeł. Maja Lavergne, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, s. 96 

 

  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj