Recenzja książki: Wojciech Chmielewski, "Brzytwa"

Historia i pustka
Menele, inteligenci i zapracowani single

Wojciech Chmielewski (ur. 1969) pisze oszczędne i tradycyjne opowiadania – obserwacje codzienności i ludzkich losów. Nic więc dziwnego, że jego drugą książkę poleca na okładce Marek Nowakowski, patron tego sposobu pisania. W zbiorze „Brzytwa” Chmielewski nie portretuje jednego pokolenia, znajdziemy tu meneli, inteligentów, zapracowanych singli i sceny rodzinne. Wyróżnia tę prozę to, że w bardzo ciekawy sposób wkracza do niej historia najnowsza, tak jak w opowiadaniu „Pyza”. Wspomnienia o strajkach na Uniwersytecie Warszawskim w końcu lat 80. przeplatają się tutaj z obrazami współczesnymi.

Narrator obserwuje swoją dawną koleżankę ze studiów, z którą niewiele miał wspólnego, a teraz ona go w ogóle nie poznaje. Podgląda ją z mieszaniną żalu za przeszłością i z zazdrością, bo jest znakiem świata, od którego się oddalił. Chmielewski dobrze oddał tę dwuznaczną mieszaninę uczuć. Postacie z wielu opowiadań łączy poczucie pustki, bohater „Brzytwy”, pracownik korporacji, zapełnia ją swoją pasją, o której świadczą liczne sznyty na przedramieniu. Samotni bohaterowie Chmielewskiego często kierują swoje kroki w stronę cmentarzy – choćby żydowskich kirkutów, zamkniętych albo zdewastowanych, które pokazują historię pozbawioną ciągłości. W tle wielu opowiadań pojawia się też Kościół jako punkt odniesienia – niezwykle rzadkie zjawisko we współczesnej prozie.

Najlepsze w tym zbiorze są opowiadania, które unikają jednoznacznych puent. Tak jak „Cyganka”, w której wszystko koncentruje się na jednym spojrzeniu małej dziewczynki. Takich opowiadań jest tu naprawdę sporo.
 

Wojciech Chmielewski, Brzytwa, Czytelnik, Warszawa 2009, s. 168 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj