Fragment książki: "Sańkja"
Wieńka poszedł w ślad za Saszą. Ich kolumna znajdowała się po drugiej stronie placu i już było słychać czysty głos Jany, ustawiającej chłopaków i dziewczyny.

Rozdział pierwszy

Nie wpuścili ich na trybunę.

    Sasza patrzył pod nogi: oczy zmęczyły się czerwonymi płachtami i szarymi mundurami.
    Czerwone migało blisko, dotykało twarzy, czasem woniało zapachem zleżałej tkaniny.

    Szare stało za ogrodzeniem. "Poborowi", identyczni, niewysocy, zakurzeni, ściskający ociężale długie pałki. Milicjanci z napiętymi, sinymi ze zdenerwowania twarzami. Nieodzowny oficer drwiąco i wyzywająco patrzył w tłum.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną