Fragment książki: "Teresa"
Ciężki łoskot żelaza o żelazo; szczęk kluczy. Człapiące kroki, których echo się roznosi jak w tunelu, lub na klatce schodowej. Zachrypnięty głos woła: No już, szybko, nie mamy całego dnia przed sobą, echo słabnie. Drzwi się otwierają i zamykają.

STAMMHEIM, JENA:

MAJ 1976

Nieokreślony odcień szarości zbliżony do sztucznego blasku, jaki oświetla nocą przemysłowe strefy Europy; to miasto do nich należy, a jednak niezupełnie. W rzedniejącym mroku roślinność i zabudowania kładą się ciemnoszarym cieniem na tle jaśniejszej szarości. Aż wreszcie blada smuga światła ze wschodu odsłania kilka ostro zarysowanych sylwetek. Szczyty dachów, anteny telewizyjne; korony drzew obsypane młodymi liśćmi kołyszą się leniwie na łagodnym wietrze, niosącym zapach dymu z węgla brunatnego i czegoś jeszcze, stęchłego, gryzącego: może siarczanu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną