Recenzja książki: Patricia Highsmith, "Niedołęga"
Podejrzany przez analogię
Nic nie potoczy się tak, jak myślimy.

Nic w tej powieści nie potoczy się tak, jak moglibyśmy przewidzieć, choć od razu wiemy, kto zamordował, kogo i dlaczego. Bo książki Patricii Highsmith, na których podstawie kręcili filmy Alfred Hitchcock i Anthony Minghella, w tym słynnego cyklu o Tomie Ripleyu, nie są prostymi kryminałami.

To opowieści o mrocznych sprawach, które kryją się w pewnym stopniu w każdym z nas. Odkryte przed nami zostają najskrytsze myśli, najgłębsze konflikty wewnętrzne, motywacje, pokusy. Ulec tej pokusie czy nie, zamordować żonę w taki sam sposób, w jaki zrobił to już ktoś inny? To dylemat tytułowego niedołęgi, w życiu – nowojorskiego prawnika. Ostatecznie dwie kobiety, czyjeś żony, giną pozornie bardzo podobną śmiercią. Wnioski z tego podobieństwa wyciąga ambitny komisarz policji, który przy wyciąganiu zeznań zgodnych z jego teorią ucieka się nawet do tortur. Czy ma rację i na ile?

Trzy postawy tworzą węzeł, który może rozwiązać tylko tragiczny finał. Mistrzostwo amerykańskiej autorki objawia się w precyzyjnym skonstruowaniu akcji „Niedołęgi”, kończącej się kolejnym zaskoczeniem.
 

Patricia Highsmith, Niedołęga, przeł. Jan Kraśko, Noir sur Blanc, Warszawa 2009, s. 238
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj