Recenzja książki: Tomasz Matkowski, Polowaneczko
Wojna o zakaz polowań
Bezkompromisowy atak myśliwych

Myśliwi nie mają ostatnio dobrej passy. Po książce „Farba znaczy krew", autorstwa „nawróconego" myśliwego, Zenona Kruczyńskiego, pojawiła się kolejna - „Polowaneczko". Tym razem swoje wrażenia i przemyślenia wydał Tomasz Matkowski, pisarz i fotograf, który przez dwadzieścia lat jako tłumacz towarzyszył dewizowym polowaniom. Autentyzm relacji naocznego świadka jest niewątpliwym atutem książki Matkowskiego. Drugim jest pasja, z jaką pisze. Nie bawi się w subtelności, atakuje bez kompromisów. Z emocjonalnym zacięciem kreśli obraz środowiska ludzi, którzy sprawiają wrażenie jakby amputowano im współczucie, i którzy swoje hobby traktują jak rodzaj sacrum, niezrozumiałego dla postronnych. „Myśliwy nie ma świadomości, że to, co robi zwierzęciu, jest straszne. Gdyby mu powiedzieć, że jest zwyrodnialcem, szczerze by się zdziwił" - pisze.

Obnaża fakt, że teatralny sztafaż i wyszukany język kryją zwykłe okrucieństwo, uprawiane właściwie wyłącznie dla rozrywki. Analizując fachowe publikacje Polskiego Związku Łowieckiego i łowieckiej prasy demaskuje, że za fasadą myśliwskiej ideologii, kryje się rytualny mord. I nic więcej.

Matkowski nie ukrywa też własnych intencji. Jego książka ma być jedną z bitew w wojnie o zakaz polowań. To pewnie odległa przyszłość, ale z ludzkiej historii zniknęły przecież takie „rozrywki" jak palenie czarownic, walki gladiatorów czy wbijanie na pal. Może i na polowanie przyjdzie kiedyś kolej.

 
Tomasz Matkowski, Polowaneczko, Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2009, 136 s.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj