Recenzja książki: Mohammed Hanif, Wybuchowe mango
Szkoła emigrantów
Satyra na armię

Angielska szkoła powieści przeżywa rozkwit, choć – paradoksalnie – niewielki jest w tym udział rodowitych Anglików. Zadie Smith, Hari Kunzru, Kiran Desai to tylko kilkoro emigrantów, którzy w ostatnim czasie osiągnęli literacki sukces. Do tego grona można także dopisać pochodzącego z Pakistanu Mohammeda Hanifa. Jego debiutancka powieść „Wybuchowe mango” otrzymała w ubiegłym roku nominację do Bookera. Książka ta jest dowodem na to, że mieszanka egzotycznego pochodzenia, wychowania na anglojęzycznej klasyce i kursów creative writing musi przynieść efekt co najmniej przyzwoity. „Wybuchowe mango” krytycy okrzyknęli nowym „Paragrafem 22”.

Podobnie jak powieść Hellera, tak i dzieło Hanifa jest satyrą na armię. Drugim tematem powieści jest prezydentura Muhammada Zii-ul-Haqa, człowieka, który zislamizował Pakistan i uczynił z niego państwo wojskowe. Zabawny portret dyktatora-paranoika jest zresztą najmocniejszą stroną książki. Hanif wzorował się jednak nie tylko na Hellerze. Wyraźny jest tu także wpływ Gabriela Garcii Marqueza. Konstrukcja „Wybuchowego mango” przywodzi na myśl „Księgę zapowiedzianej śmierci”: już na pierwszych stronach dowiadujemy się, jaki finał będzie miała historia, a jedyną zagadką jest jej przebieg. Z kolei postać pakistańskiego prezydenta Zii-ul-Haqa przypomina żyjącego w ciągłym strachu dyktatora z „Jesieni patriarchy”.

„Wybuchowe mango” to powieść napisana bardzo sprawnie, a przy tym z dużą dawką poczucia humoru. Hanif okazał się pojętnym uczniem Hellera i Marqueza. Niestety, zabrakło mu oryginalności.

Mohammed Hanif, Wybuchowe mango, przeł. Olga Masoń-Kędzierska, Znak, Kraków 2009, s. 336 

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj