Recenzja książki: Agnieszka Osiecka, "Nowa miłość. Wiersze prawie wszystkie"

Wiersze śpiewające
Najlepszym sposobem czytania Agnieszki Osieckiej jest poddanie się drzemiącym w tych tomach melodiom, nastrojom i rytmom. Są w nich zaklęte głosy Maryli Rodowicz czy Skaldów, chociaż nie wszystkie wiersze były przebojami.

Osiecka stała się w ostatnich latach obiektem swoistego kultu. Jej imieniem nazwano studio radiowe, na ulicy Francuskiej w Warszawie stanął pomnik przypominający jej postać przy kawiarnianym stoliku. Nie całkiem trafnie, gdyż w tym miejscu, o czym dobrze wiedzą wszyscy starzy mieszkańcy Saskiej Kępy, była przez długie lata drogeria. Osiecka mogła kupować tu sobie mydło albo pastę do zębów, bo perfumy miała raczej francuskie niż z Francuskiej. Ja widywałam ją często w bardzo skromnym barze Figaro na rogu Walecznych i Londyńskiej, gdzie kiedyś, bardzo dawno temu, umawiałam się w sprawach sercowych.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną