szukaj
Recenzja książki: Ryszard Przybylski, Uśmiech Demokryta. Un presque rien
Demokryt krzepi
Punktem wyjścia są wspomnienia

Eseje Ryszarda Przybylskiego łączą w sposób wyjątkowy wielką erudycję i dosadny język, tak jest i w książce „Uśmiech Demokryta”. Punktem wyjścia są wspomnienia. Oto w starości powracają do pisarza nieproszone obrazy, w słoneczny dzień z „pieczary pamięci wylatuje stado nietoperzy”. Powraca obraz rozstrzelania Żyda w jego rodzinnej miejscowości albo obraz przyjaciela czytającego „Zarys filozofii greckiej”. Nie jest to jednak po prostu książka wspomnieniowa, bowiem te obrazy to rodzaj wezwania, by na nowo przemyśleć idee, które były ważne dla autora w młodości. „Echo wielkiej wrzawy myśli nie zostawia starego człowiek w spokoju”. Zastanawia się, dlaczego Józef na ikonie „Narodzenia Pańskiego” w ich domu na Wołyniu był umieszczony w kącie i pogrążony w smutku. Przybylski śledzi ten motyw ikonograficzny, by wreszcie odnaleźć na jednej z ikon postać Józefa włączoną do rodziny. Po 70 latach widzi Józefa, który odzyskał radość.

Przybylski opowiada też, jak odkrył Rosję i Mochnackiego. Było to w 1940 r., kiedy w stajni przy karbidówce czytał po raz pierwszy jego pisma. Znalazł tu obraz Rosji, której istota jest niezmienna, co potwierdziła historia. Najistotniejszy jest esej tytułowy. Powraca w nim do czasu tuż po wojnie, kiedy chłopcy z Wrzeszcza – tam wówczas mieszkał – nadrabiali na własną rękę braki w wykształceniu. W zdobytym cudem w antykwariacie „Zarysie filozofii greckiej” odkryli Demokryta, który stał się ich przewodnikiem w nowych czasach. Dlaczego właśnie Demokryt? Filozof tłumaczył świat fizycznie, materia jest wieczna, składa się z atomów, a człowiek przemijający. „Nieutulony smutek odrętwiałej duszy – radził – wypędź rozumowaniem”. To było dla nich najważniejsze. U Demokryta odnaleźli wzór pogody ducha. Pokazywano go często jako śmiejącego się błazna. Tymczasem jego śmiech nie płynął z emocji czy zmysłów, ale z rozumu. Wewnętrzny spokój Demokryta był obroną przed światem, który wyszedł z katastrofy pogrążony w chaosie. Zamiast rozpaczy, „łez Heraklita” – płaczącego filozofa – wybrali rozumną i pobłażliwą postawę Demokryta.

Ryszard Przybylski, Uśmiech Demokryta. Un presque rien, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2009, s. 150  

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj