szukaj
Recenzja książki: J.G. Ballard, Ogród czasu
Krok przed rzeczywistością
Surrealizm i Science fiction.

"Ogród czasu” to pierwszy z przygotowywanych trzech tomów opowiadań zmarłego niedawno J.G. Ballarda (James Graham Ballard podpisywał się tylko inicjałami). Naprawdę warto było je po latach przypomnieć. Ballard, znany czytelnikom fantastyki naukowej, w świadomości szerszej rzeszy odbiorców zasłynął głównie jako autor powieści, w tym głośnego „Imperium Słońca”, zekranizowanego przez Stevena Spielberga. Znakomity „Ogród czasu” jest reprezentatywną próbą wczesnej twórczości Ballarda, kiedy to autora pasjonowało dodawanie surrealizmu do SF albo na odwrót.

Opowiadania Ballarda to przede wszystkim rozbudowane senne obrazy. W „Mieście koncentracyjnym” tytułowe miasto, zbudowane z wielopoziomowych segmentów, nigdzie się nie kończy ani nie zaczyna. Najdroższym towarem jest przestrzeń do życia, kupowana na metry sześcienne, a świat można objechać, nie wysiadając z jednego pociągu. W minipowieści „Wymiatacz dźwięków” Ballard stwarza rzeczywistość, w której dźwięk stał się śmieciem usuwanym przez służby komunalne, a płyty długogrające zostały zastąpione przez „krótkogrające nagrania ultrasoniczne”.

Opowiadania w zbiorze opatrzone są krótkimi odautorskimi komentarzami. W jednym z nich Ballard tak pisze o SF: „Od samego początku (...) byłem przekonany, że fantastyka naukowa, żeby przetrwać, musi o krok wyprzedzać rzeczywistość. Jeżeli dla reszty świata nastąpiła Era Kosmiczna, dla pisarza fantastyki naukowej była ona skończona”. Według autora „Imperium Słońca” ten jeden wyprzedzający krok to krok do wnętrza. Jest to ten szczególny rodzaj naukowej fantastyki, która soczewkę teleskopu kieruje w zupełnie odwrotną stronę, niż zwykli to robić obserwatorzy gwiazd.

J.G. Ballard, Ogród czasu, przeł. Lech Jęczmyk i Zofia Uhrynowska-Hanasz, Wydawnictwo Vis-a-Vis/Etiuda, Kraków 2009, s. 408 

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj