Recenzja książki: Wiktor Jerofiejew, Świat diabła

Don Juan podróży
Zbiór fabularyzowanych esejów podróżniczych

Zdawałoby się, że w czasach, gdy turystyka stanowi ważną gałąź przemysłu, gdy świat się skurczył, a ze średnich nawet zarobków można uciułać na egzotyczną wycieczkę, literatura opowiadająca o podróżowaniu straciła na atrakcyjności. Nic bardziej błędnego. Pod warunkiem, że mamy do czynienia z prawdziwą literaturą, a więc podróżą przez język. „Świat diabła” – zbiór fabularyzowanych esejów Wiktora Jerofiejewa – nie jest przewodnikiem ani reportażem, lecz soczystą gawędą wędrowca, który pożera kontynenty, kultury, kobiety i kawior, nie będąc – by posłużyć się kategoriami Baumana – ani turystą-kolekcjonerem wrażeń, ani tułaczem pozbawionym celu. Jerofiejew łączy w sobie głód świata i uważność, empatię i krytycyzm, jego obżarstwo usprawiedliwione jest zachwytem, pragnieniem bliskości innych ludzi.

Pokazując nam Chiny, Japonię, zachodnią i południową Afrykę, Nowy Jork, Syberię, Krym i Abchazję, sekciarską uczelnię Esalen w Kalifornii, sowiecką bazę wojskową na Alasce, wreszcie Polskę współczesną, portretując rozmaite mentalności, przy całej swojej otwartości nie wyzbywa się krytycyzmu. Szacunek dla tradycji chrześcijańskiej sąsiaduje u niego z podziwem dla pogańskości, jurnej i wolnej od poczucia winy – i to przesądza o uroku tych tekstów. Podróż, o ile nie ma być turystyką spod znaku all inclusive, lecz przygodą, która uczy, wzbogaca i otwiera, musi polegać na nieustannym przekraczaniu granic własnego światopoglądu, przyzwyczajeń, pewności. „Niechętnie wracałem do siebie: przecież cudze życia były ciekawsze i bogatsze od mojego” – tak pisze Jerofiejew o swojej ulubionej zabawie z dzieciństwa – wcielaniu się w innych. Tę zabawę uprawia do dziś.

Wiktor Jerofiejew, Świat diabła, Czytelnik, Warszawa 2009, s. 316 

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj