Recenzja książki: Gianrico Carofiglio, Świadek mimo woli

Depresja prokuratora
Ostatni kryminał z naszej tegorocznej kolekcji

Afrykańscy sprzedawcy podróbek torebek znanych firm są stałym element włoskiego krajobrazu. Są także w nadmorskiej miejscowości Bari, gdzie zaczyna się akcja powieści. Jeden z nich, Senegalczyk, zostaje oskarżony o zabicie chłopca. Wszystkie dowody świadczą przeciwko niemu, jest w dodatku nielegalnym imigrantem bez pieniędzy, więc nie ma jak się bronić.

Prokurator Guido Guerrieri, któremu zdarzało się reprezentować największe szumowiny, wbrew swoim zwyczajom angażuje się w tę beznadziejną sprawę. Jednocześnie boryka się z depresją, w jakiej pogrążył się po rozstaniu z żoną. Jego życie spowalnia, nie pomaga psychiatra, cierpi na bezsenność, ale wstydzi się prosić w barze o kawę bezkofeinową, przestaje go interesować praca, wyłącza się, kiedy przychodzą klienci. Z autoironią obserwuje swoją wegetację, melancholijnie rozpamiętuje przeszłość, zgryźliwie komentuje swoje poczynania i co ciekawsze postaci ze światka sądowego. Prokurator zna się na muzyce i literaturze i klasyfikuje nowych znajomych po wyglądzie ich biblioteki: „Kiedy przychodzę po raz pierwszy do jakiegoś domu, sprawdzam, czy są w nim książki, czy jest ich mało, czy dużo, czy nie są ustawione zbyt pedantycznie – co dobrze nie rokuje – czy znajdują się wszędzie – co rokuje dobrze”. Sprawa Senegalczyka i nowa sąsiadka w jego budynku sprawiają, że jego życie rusza z miejsca jak „zdezelowany samochód”.

Carofiglio, były prokurator, świetnie oddaje półcienie: delikatnie nawiązującą się znajomość czy powolne odbijanie się od dna. W dodatku po lekturze „Świadka mimo woli” zupełnie inaczej patrzy się na ciemnych sprzedawców na ulicach włoskich miast zachwalających tanie „vuittony”.

Gianrico Carofiglio, Świadek mimo woli, s. 264

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj