Fragment książki: "African psycho"
Ciągle spoglądam na krótką notkę z dziennika „Ulica Umiera', która relacjonuje moją ostatnią napaść na dziewczynę w bieli, przed trzema miesiącami. Chciałbym jakoś wyjaśnić ten poroniony czyn, którego wspomnienie do dzisiaj mnie drażni.
„Pielęgniarka ze szpitala imienia Adolphe'a Cissé, wracając z pracy, została zaatakowana przez maniaka seksualnego. Złożyła skargę na nieznanego sprawcę w komisariacie policji w dzielnicy Picie-wody-to- -idiotyzm". Mam świadomość, że wykazałem się karygodną amatorszczyzną. Nazajutrz po tym akcie nie wpadłem w skrajną rozpacz, pewien, że będą mówić
o tym w radiu. Angoualima - który, rzecz jasna bezwiednie, mógł po raz kolejny skorzystać z okazji, chociaż nie był sprawcą - od dawna nie żył, toteż można było zasadnie przypuszczać, że w naszym mieście pojawił się oto jakiś nowy złoczyńca.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną