Recenzja książki: Stanisław Dygat, "Pożegnania"

Maski kochanków
Przy czytaniu „Pożegnań” Dygata przesuwają się przed oczami sceny z filmu Hasa z 1958 r. U Hasa jest ta sama lekkość i humor, dialogi wzięto żywcem z powieści, a Dygat pióro miał świetne.

Otej powieści, drugiej po „Jeziorze Bodeńskim", pisano, że jest pożegnaniem z przedwojenną rzeczywistością. Zarzucano nawet Stanisławowi Dygatowi w 1948 r., kiedy się ukazała, że za słabo potępia burżuazyjny kapitalizm. Tymczasem jest to rzecz bardzo kameralna i z ducha gombrowiczowska. I choć konwenanse oraz mezalianse nie należą już do naszego świata, to poczucie uwięzienia w rolach i maskach dziś może być tak samo dojmujące.

Przypadkowe spotkanie

Tuż przed wojną Paweł, zbuntowany chłopak z dobrego domu, poznaje Lidkę, fordanserkę z Cafe Clubu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną