Recenzja książki: Tadeusz Gadacz, "Historia filozofii XX wieku. T. 2"
Rozmowy oświecone
Na stawiane przez wielu ludzi nierozsądnych (w tym także filozofów) pytanie o koniec filozofii, o to, czy w naszych czasach filozofia ma jeszcze sens, znakomicie odpowiada swoim monumentalnym dziełem Tadeusz Gadacz.

Redakcja Polityki oraz Wydawnictwo ZNAK zapraszają na spotkanie z prof. Tadeuszem Gadaczem. Spotkanie poprowadzi red. Jacek Żakowski („Polityka”). Gośćmi będą również: prof. Zofia Rosińska, prof. Jacek Migasiński oraz Janusz Palikot. 8 października (czwartek), godz. 18.00 redakcja „POLITYKI ”, ul. Słupecka 6 w Warszawie (wejście B), nieopodal pl. Narutowicza. Wstęp wolny. Zapraszamy! 

***   

Ogromy zamysł, sześciotomowa historia filozofii XX w., doczekał się już drugiego tomu, a znając tempo pracy Gadacza w przyszłym roku będzie zapewne tom trzeci. Na czym, poza tym, co oczywiste, polega niezwykłość tego dzieła i zasługa profesora Tadeusza Gadacza, której nikt mu nie zapomni i nikt dostatecznie nie podziękuje?

W drugim tomie „Historii filozofii XX wieku” omówione są trzy wielkie nurty filozofii: neokantyzm, filozofia egzystencji i filozofia dialogu. Jak zawsze w takich przypadkach, można się nieco spierać o to, czy wszyscy myśliciele zostali uwzględnieni i czy może nie należało niektórych pominąć, ale jedynie sensowne jest zaufanie autorowi, który doskonale wie, co ma na myśli.

Tadeusz Gadacz dokonuje zabiegu, jaki ma dla nas wszystkich fundamentalne znaczenie. Otóż prezentując nurty w istocie współczesnej filozofii pokazuje, że nie ma istotnej różnicy między takimi filozofami, jak systematyczny i uporządkowany neokantysta Paul Natorp, a pisarz i eseista, który na pierwszy rzut oka nie jest filozofem – Albert Camus. To właśnie złemu pojmowaniu tego, co filozoficzne, filozofia XX w. zawdzięcza wiele złej sławy. Ale kiedy zdamy sobie sprawę, że przecież forma zawsze była w filozofii niezwykle zróżnicowana – tylko wpływ mniej lub bardziej udanych niemieckich dziewiętnastowiecznych systemów filozoficznych skłania nas do traktowania poważnie jedynie filozofii systematycznej – to zrozumiemy, że filozofia XX w. nie różni się specjalnie od filozofii wieku XVII, kiedy to obok Leibnitza trzeba uwzględniać także Szekspira.

Tadeusz Gadacz pokazuje zatem, że filozofia XX w. nie jest ani gorsza, ani mniej klarowna, ani mniej „filozoficzna” niż filozofia kiedykolwiek przedtem. W ten sposób zwraca naszą uwagę na bezsens nieustająco powracającej krytyki współczesnej humanistyki (już nie tylko filozofii), która jakoby straciła odniesienie do rzeczywistości, czy też zdolność do obiektywnego spojrzenia. Czy Platon był obiektywny? Czy Karl Jaspers ma pretensje do zdemaskowania tajemnicy i odkrycia prawdy? Co – poza poglądami – różni myśl Jaspersa od myśli Platona? Otóż w dziele Gadacza znajdziemy jasną odpowiedź: nic nie różni.

 

Filozofia od właściwej strony

Gadacz opisuje poglądy omawianych filozofów wyśmienicie. Czyni to niemal tak jak potrafił to zrobić Leszek Kołakowski, a z całym przekonaniem twierdzę, że nikt nigdy nie czynił tego lepiej od Kołakowskiego – wystarczy wziąć w rękę jego historię marksizmu i zobaczyć, jak opisał straszliwych nudziarzy, jakimi byli liczni marksiści przełomu XIX i XX w. Więc w tym przypadku powiedzieć, że Gadacz niemal osiąga poziom Kołakowskiego, jest najwyższym komplementem. Jednak nie w tym siła tej książki.

Przecież wszyscy historycy filozofii muszą przyjąć jakąś zasadę porządkującą ich prezentację. I tak w Polsce mieliśmy „warszawską szkołę historii idei”, która miała swój specyficzny styl. Na świecie dominuje (w każdym razie w encyklopediach filozofii) postępowanie „pozytywistyczno-analityczne”, to znaczy skupianie się na pojęciach, ich definicjach i porównaniach oraz na opisywaniu filozofów, porządkującym ich poglądy według tradycyjnych działów: metafizyki, teorii poznania, etyki, estetyki itd. Gadacz musiał bardzo poważnie zastanowić się nad tym, jakie podejście zastosować, tym bardziej że w Polsce każda praca tego rodzaju zawsze będzie rozpatrywana na tle imponującej – i dla wielu straszliwie irytującej – pracy Władysława Tatarkiewicza.

I Tadeusz Gadacz znalazł rozwiązanie niesłychanie ciekawe. To ja, a nie on, określam je mianem „kontekstualizmu”, ale podstawę dla takiego określenia stanowi sposób wykładu, jaki zaproponował Gadacz. Otóż każdy kolejny filozof otrzymuje najpierw życiorys, a potem następuje długi, często niemal równy omówieniu jego poglądów, podrozdział zawsze zatytułowany „Inspiracje i konteksty”. To wspaniały pomysł. Okazuje się bowiem, że wszyscy filozofowie w swoim niebie bez przerwy ze sobą rozmawiają.

Spójrzmy na rozdział poświęcony wspominanemu już Albertowi Camusowi – rzekomo mało mającemu wspólnego z filozofią, i na rozdział o Karlu Jaspersie, który filozofem był na pewno. Camusowi – Gadacz to szeroko opisuje – bliski był Arystoteles, a zwłaszcza Plotyn, potem św. Augustyn, naturalnie Pascal (jak wszystkim egzystencjalistom i większości współczesnych myślicieli religijnych, wbrew czy może zgodnie ze sławnym powiedzeniem Josepha de Maistre’a „Kościół nie potrzebuje Pascali”). Kościół zapewne nie, ale współczesna myśl religijna potrzebuje Pascala jak oddychalnego powietrza. Camus polemizował z Heglem, miał odmienne poglądy od Maxa Stirnera, cenił Schopenhauera oraz naturalnie Nietzschego, Kierkegaarda, Heideggera, Jaspersa i Szestowa, o których wiele pisał. Znał Husserla, który był mu bliski, wypowiadał się o poglądach Marksa, cenił Simone Weil i Maksa Schelera, polemizował z François Mauriakiem, przyjaźnił się i kłócił z Sartre’em, zaczytywał się w Dostojewskim i Kafce.

Filozoficzne fascynacje

Zaś Jaspers też wielkie znaczenie przywiązywał do Plotyna, napisał książkę o Kartezjuszu, by go skrytykować, od młodości ciekawił się Spinozą, dla odmiany najpierw wiele znajdował w Heglu, by go potem skrytykować, a za to inspirację dla niego stanowiły poglądy Friedricha Schellinga, potem oczywiście Kierkegaard, Nietzsche, ale także Wilhelm Dilthey i Max Weber, a już po koleżeńsku Husserl i Heidegger. Przez całe życie zafascynowany był Kantem. Jaspers wywarł wpływ na bardzo wielu współczesnych myślicieli, w tym zwłaszcza na Hannę Arendt, Hansa Georga Gadamera czy Paula Ricoeura oraz György Lukácsa.

Tadeusz Gadacz opisuje te powiązania na wielu stronach i natychmiast okazuje się, że właściwiej jest mówić o intensywnym życiu filozofii niż o jej śmierci. Sam jeszcze przeżyłem nocne rozmowy z Gadamerem, pamiętam jego fascynacje i irytacje (wzorem Heideggera nienawidził i nie rozumiał Ameryki, uważał ją za źródło nieszczęścia depersonalizacji). Ale najważniejsze było to, że przy winnej rozmowie dla Gadamera Platon czy Kartezjusz byli tak żywi, jak otaczający go słuchacze. Gadacz podobnie traktuje filozofię i chwała mu za taki do niej stosunek i za „kontekstualizm”, który o wiele więcej wyjaśnia niż wszystkie próby zamknięcia żywej myśli w encyklopedycznym więzieniu.

Tadeusz Gadacz wystrzega się ocen. Jest tak w tym zakresie nieprzejednany, że nie pozwala sobie nawet na uwagi na temat stylu i jasności wyrażania się poszczególnych filozofów, co na przykład lubił czynić sir Isaiah Berlin i co każdego korci, zwłaszcza kiedy ma do czynienia z myślicielami wybitnymi, ale mętnymi. Gadacz jest bowiem niewątpliwie uczniem ks. Józefa Tischnera, o czym sam opowiada; także uczniem w pojmowaniu filozofii. Otóż pytania filozofii (i odpowiedzi – bo filozofia to dla niego nie tylko pytania, jakby chcieli niektórzy jej przeciwnicy) są dla niego ważne. Wszystkie. Są ważne, gdyż powtarzają pytania, jakie powszechnie sami sobie zadajemy, tyle że nie mamy czasu lub zdolności, by spróbować na nie odpowiedzieć.

Pytania do filozofa

Czyż nie zdumiewa nas fakt, że kiedy wspólnie patrzymy na to samo, co innego jednak widzimy? Czy ta dziwaczność bierze się stąd, że to, co istnieje – nie istnieje obiektywnie, tylko w naszym oglądzie, czy też raczej, że istnieje i bez nas, ale my nie umiemy się dobrze dopatrzyć? Czy fakt, że życie jest absurdalne i w ogromnej mierze zdane na przypadek, można wyjaśnić? A jeżeli tak, to czy można Boga za to obciążać, czy raczej przeciwnie – nas samych, gdyż staliśmy się przemądrzali i Jego nie słuchamy bezkrytycznie? Czy umiemy być czegokolwiek pewni w rozumieniu absolutnym (jakby chciał Kartezjusz), a zarazem opowiedzieć o tym drugiemu człowiekowi? Jakie są granice naszej zdolności do komunikacji? Czy bez niezakłóconego żadnymi „szumami” porozumienia z drugimi człowiekiem wspólnota ma rację bytu, a jeżeli nie da się usunąć do końca zakłóceń, to jak sobie z nimi radzić?

O to pytali Platon, Husserl i Levinas oraz wielu innych filozofów. I udzielali odpowiedzi. Tylko nieliczne spośród nich nas satysfakcjonują albo żadne. Jednak tylko głupiec odpowiedziałby, że na te pytania nie ma dobrych odpowiedzi, zanim by się z tymi odpowiedziami nie zapoznał. Oczywiście platoński idiota żyje wśród nas i to wcale licznie, ale zostawmy go (ich) w spokoju. Wielu z nas myśli i domaga się rozmowy. Oto po co jest filozofia: żeby móc prowadzić oświeconą rozmowę. Najczęściej jest to rozmowa z poglądami, z książkami, z duchami, ale czy doprawdy potrzebny nam zawsze żywy rozmówca, czy reagujemy jedynie na pobudki bezpośrednie i straciliśmy pamięć o tym, że ludzie od co najmniej 25 stuleci zajmują się filozofią, i to ci najbardziej myślący, więc może coś wymyślili.

Tadeusz Gadacz pomaga nam. Pokazuje bowiem filozofów od właściwej strony. Jako ludzi, których nękały podstawowe pytania i którzy uczestnicząc w wielkiej wspólnocie historii filozofii, starali się najrozumniej na te pytania odpowiedzieć. Dlatego ich poglądy są dla nas dramatycznie ważne. Tadeusz Gadacz znakomicie je pokazuje i chwała mu za to.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj