szukaj
Recenzja książki: Stieg Larsson, "Zamek z piasku, który runął"
Larsson po raz trzeci
Zaczyna się niebezpieczna gra.

Para szwedzkich pisarzy – Maj Sjöwall i Per Wahlöö, która tworzyła w latach 60. i 70. cykl kryminałów z Martinem Beckiem, nazywana jest matką i ojcem skandynawskiego kryminału. Utalentowanych „dzieci” doczekali się cały zastęp, a jednym z najbardziej obiecujących bez wątpienia był zmarły w 2004 r. Stieg Larsson.W „Zamku z piasku, który runął”, ostatniej części trylogii „Millennium”, Larsson chyba najmocniej skorzystał z wzorca kryminału publicystycznego, który wypracowali Sjöwall i Wahlöö. „Zamkowi…” zdecydowanie najbliżej jest do thrillera politycznego, ukazującego mechanizmy władzy i specyfikę działania rozmaitych służb.

A to wszystko na przykładzie zderzenia losów pojedynczej obywatelki, która dostaje się w tryby państwowej machiny, a którą jest znana z poprzednich części cyklu Lisbeth Salander. Akcja „Zamku...” startuje od wydarzeń, którymi Larsson zamknął powieść poprzednią. Lisbeth po krwawej konfrontacji ze swoim ojcem, byłym sowieckim agentem, trafia do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Pomagający jej dziennikarz Mikael Blomkvist przekazuje policji informacje na temat niezgodnych z prawem działań rządowych służb. Zaczyna się niebezpieczna gra.

Trylogię Larssona chwalono za precyzję kryminalno-sensacyjnych intryg, wielowątkowość narracji, psychologiczne portrety czy trafność społecznych diagnoz. Nieomal powszechnie uznano, że trzecia część trylogii jest zdecydowanie najlepsza. Nie będę oryginalny – też tak myślę. I tylko szkoda, że kolejnej już nie będzie.

Stieg Larsson, Zamek z piasku, który runął, przeł. Alicja Rosenau, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2009, s. 800 


Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj