Fragment książki „Farba znaczy krew”
Ojciec rzuca się na niego i zduszonym głosem woła: „Łap go za nogi!”.
Okładka książki „Farba znaczy krew”
Wydawnictwo Czarne/mat. pr.

Okładka książki „Farba znaczy krew”

Od maja na Żuławach wśród łąk i zbóż polowało się na rogacze. Czasami wyjeżdżaliśmy specjalnie na rogacze, a niekiedy polowaliśmy na nie przy okazji wyjazdów na kaczki. Tak jak to miało być właśnie tej sierpniowej niedzieli. Jeszcze nocą wypychamy motor z piwnicy, a ojciec odprowadza go kawałek dalej, za blok, żeby hałas uruchamianego silnika nie niepokoił śpiących ludzi. Jedziemy przez wciąż całkiem uśpione miasto. To dziwne uczucie – wszyscy głęboko śpią, wszystkie okna ciemne, a my jedziemy bezludnymi ulicami przez chłodne powietrze.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną