Fragment książki „Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha”
Chodził bezszelestnie. Dlaczego? Bo my najpierw stawiamy piętę, a dopiero potem palce.
Okładka książki „Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha”
Wydawnictwo Czarne/mat. pr.

Okładka książki „Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha”

Towarzysze broni Sat-Okha, choćby jego dowódca – generał Kazimierz Załęski pseudonim „Bończa”, potwierdzali, jakim niezwykłym był żołnierzem. Opowiadali, jak w lesie uczył ich chodzić do tyłu, żeby ślady zmyliły pościg1. Najpierw szła szpica, potem po jej śladach reszta oddziału, a Niemcom wydawało się, że partyzanci poruszali się w przeciwną stronę. Uczył kolegów jeść korzonki, kiedy przymierali głodem. „Brał kępkę jagód, oczyszczał korzonki, ssał i nas do tego zachęcał” – wspominał „Burza”, Bogdan Majewski, przyjaciel Sat-Okha z lasu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną