Recenzja płyty: Tom Waits, "Glitter and Doom Live"

Tom Waits śpiewa i opowiada
Spektakl grany, śpiewany, skakany i mówiony

Tom Waits to dla jednych legenda, dla innych zjawisko niepojęte, dla jeszcze innych twórca nieznany. Przedstawiciele wszystkich tych trzech grup powinni posłuchać najnowszej płyty Waitsa „Glitter and Doom Live”.

To kolejna płyta koncertowa w karierze tego artysty, pokazująca, obok nowszych piosenek, jego klasyczne kompozycje (np. „Singapore”, „I’ll Shoot the Moon”) dość znacznie przerobione. Każdy, kto miał szczęście znaleźć się na koncercie Waitsa, wie, jakie czary artysta rzuca na swoją publiczność. Waitsowski performance to nie tylko zbiór piosenek, to także spektakl grany, śpiewany, skakany i mówiony, podczas którego artysta mami publiczność zarówno muzyką, jak i swymi opowieściami. Jedna z dwóch płyt opisywanego albumu przynosi właśnie rejestrację tych opowieści, które pojawiają się między piosenkami.

Całość jest osobiście skompilowanym przez Waitsa wyborem fragmentów długiej europejsko-amerykańskiej trasy koncertowej, zmontowanym tak, jakby był to zapis jednego występu. To nie to samo, co być na widowni, ale i tak dużo.

Tom Waits, Glitter and Doom Live, Anti 2009

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj