Recenzja płyty: Rosanne Cash, "The List"
Córka Johnny’ego Casha przypomina to, co ojciec szanował
Dla tych, co wstydzą się pytać o płyty country: w jednym z nagrań artystce towarzyszy Bruce Springsteen

Takie płyty nie mają wzięcia w Polsce – z wyjątkiem kilku dni latem w Mrągowie. Podczas Pikniku Country okazuje się, że parę tysięcy Słowian nie tylko buja się rytmicznie przy dźwiękach ludowej muzyki amerykańskiej, ale też umieją ci Słowianie zaintonować po angielsku refren „Take Me Home, Country Roads”.

Piknik się kończy, a „dobre sklepy muzyczne” oferują melomanom głównie to, co się da szybko sprzedać, czyli dla country miejsca na półkach raczej nie ma. A byłoby miło dać zwolennikom tej muzyki szansę nabycia tego czy innego tytułu. Takiego choćby jak „The List” Rosanne Cash.

Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa: Rosanne jest rodzoną córką wielkiego Johnny’ego Casha. Stąd też historia towarzysząca tej płycie. Otóż tata Cash jechał kiedyś z osiemnastoletnią wówczas Rosanne samochodem i przysłuchiwał się temu, czego córka podczas podróży słucha w radiu. Zaniepokoił się, że to tylko rock i pop, więc zapytał Rosanne o kilka tytułów, które on uważał za bardzo istotne. Dziewczyna nie znała ani jednej z wymienionych przez ojca piosenek. Po powrocie do domu Johnny siadł nad kartką papieru i spisał sto tytułów, które każdy amerykański artysta powinien znać.

Kilkadziesiąt lat później Rosanne sięgnęła po tę listę i nagrała dwanaście pozycji spośród stu zanotowanych niegdyś przez ojca. Myślę, że to ważna płyta nie tylko dla samej Rosanne, ale dla tych, których interesuje coś więcej niż tylko współczesne sezonowe przeboje zza Atlantyku. A o jakość tej propozycji proszę się nie martwić. Rosanne Cash nie przynosi ojcu wstydu.

Dla tych, którzy trochę wstydzą się pytać o płyty country, pocieszenie: w jednym z nagrań artystce towarzyszy Bruce Springsteen. Można udawać, że chodzi o niego...

Rosanne Cash, The List, Manhattan Records 2009

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj