Recenzja płyty: Popa Chubby, "The Fight Is On"
Nowy Popa Chubby – polecam z wahaniem
Pyzaty Papa z całych sił broni bluesowego przyczółka

Popa Chubby to bluesman niezwykle płodny. Aż dziw, że żadna z jego wcześniejszych propozycji nie trafiła do tej rubryki. W ciągu piętnastu lat kariery fonograficznej nagrał i wydał ponad dwadzieścia płyt, więc średnią roczną wydajność ma imponującą. Dodajmy do tego udział w nagraniach innych artystów – czy to w charakterze muzyka sesyjnego, czy producenta – oraz liczne występy na żywo i uzyskamy obraz osoby, która nie może uskarżać się na nadmiar wolnego czasu.

Urodzony nowojorczyk, Ted Horowitz, bo tak brzmi jego prawdziwe nazwisko, z całych sił broni bluesowego przyczółka w Wielkim Jabłku. Jego najnowsza płyta ma stosowny bojowy tytuł „The Fight Is On” – „Walka trwa”. Popa Chubby wygrywa walkę na froncie wykonawczym, ale jako kompozytor ma momenty nieco słabsze. Otwierający płytę bardzo dobry tytułowy kawałek zapowiada więcej emocji, niż spotyka nas podczas dalszego słuchania. Owszem, miło spotkać się z echem Lou Reeda czy z coverem Motorhead, ale to przyjemności, które zawdzięczmy innym niż Popa twórcom.

Samego Pyzatego Papę wolę na kilku wcześniejszych płytach, choćby „The Good, the Bad and the Chubby” czy „Stealing the Devil’s Gitar”, ale przecież życie bluesmana ma swoje ups and downs.

Popa Chubby, The Fight Is On, Provogue 2010

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj