szukaj
Recenzja płyty: "Hoodoo Band", Hoodoo Band
Hoodoo Band – polecam z czystym sumieniem (i z Jankiem Ch.)
Tej płyty „popularne stacje radiowe i telewizyjne” unikają jak diabeł święconej wody

Nieczęsto umieszczam tu notki o polskich płytach. Tym razem robię to z tym większą przyjemnością, że nie chodzi o kolejny album któregoś z weteranów telewizyjnych biesiad i plenerowych gali, ale o debiut ludzi grających coś, czego „popularne stacje radiowe i telewizyjne” unikają jak diabeł święconej wody.

Chodzi o debiut polskiej formacji Hoodoo Band, wykonującej kombinację bluesa, funku, soulu i jazzu, mieszanych w różnych proporcjach. Na pierwszej płycie (bo są dwie) mamy w większości bardzo dobre kompozycje własne, wykonane z godną podziwu dyscypliną, biegłością i, tam gdzie trzeba, ogniem.

Na płycie drugiej znajdziemy zapis koncertu, który zespół dał jesienią 2009 r. w studiu im. Agnieszki Osieckiej w Programie Trzecim Polskiego Radia. Tu Hoodoo Band zaprezentowali się w repertuarze amerykańskich klasyków, takich jak Muddy Waters, James Brown czy Junior Wells. Album nosi inskrypcję „Jan Chojnacki poleca”.

Dołączam się bez wahania z pełną odpowiedzialnością dojrzałego mężczyzny.

Hoodoo Band, Hoodoo Band, Luna Music 2010

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj