Recenzja płyty: Dead Man’s Bones, "Dead Man’s Bones"

Bardzo dziwny, bardzo dobry projekt
Superzabawa! Polecam. (Tako rzecze Wojciech Mann.)

Wszystko w tym przedsięwzięciu jest nietypowe. Po pierwsze, połówką duetu, który nagrał płytę, jest aktor Ryan Gosling. Zwykle muzyczne próby gwiazd ekranu kończą się dość mizernie. W tym przypadku jest inaczej. Gosling ze swoim partnerem (artystycznym) Zachem Shieldsem stworzyli bardzo dobrą, nietypową płytę. Zaczęło się od tego, że panowie postanowili napisać horrorowaty musical. Powstało sporo piosenek, ale wygrała księgowość. Okazało się, że koszty uruchomienia wymarzonego przedstawienia były zbyt duże.

Autorzy nie poddali się. Postanowili sami przynajmniej nagrać napisane przez siebie utwory. Żeby było jeszcze bardziej nietypowo, umówili się, że będą sami grać na takich instrumentach, z jakimi nigdy wcześniej nie mieli do czynienia, oraz że w studiu nie pojawi się ani na chwilę gitara elektryczna. Jakby tego było mało, obiecali sobie, że maksymalna liczba podejść do nagrania każdej piosenki to trzy. Opisane tu działania mogłyby świadczyć o desperacji niedoświadczonych twórców i wykonawców i zapowiadać spektakularną klapę.

Nic mylniejszego. Powstał uroczy zestaw nastrojowych piosenek, stylistycznie nawiązujących do popowych przebojów lat 60. o lekko straszących tekstach. („Widziałem coś w twojej sypialni, siedziało na twoim łóżku, dotykało twojej głowy, to schowało się w ciemnym kącie twojej sypialni. Lepiej uciekaj!”). Superzabawa! Polecam.

Dead Man’s Bones, Dead Man’s Bones, Anti 2009

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj