Recenzja płyty: Danny Bryant’s Redeyeband, "Just as I Am"

Ojciec z synem grają bluesa
Należy docenić konsekwencję w trwaniu przy komercyjnie i finansowo niezbyt obiecującej działalności.

Czasy świetności brytyjskiego bluesa to już tylko wspomnienie. Dzisiejsze wyspiarskie mody nie przewidują eksponowanego miejsca dla tej muzyki. Ale całkowity pesymizm bluesfanów nie jest uzasadniony. Tu i ówdzie na Wyspach słychać gitary, przypominające, że nie tylko panowie w wieku emerytalnym (Clapton – 65) pamiętają, jak zagrać tamte stylowe dźwięki.

Jednym z tych obiecujących młodych jest trzydziestoletni Danny Bryant, występujący z zespołem Red-eyeband. Podobnie jak chwalona tu przeze mnie grupa The Brew, trio Redeyband to przedsięwzięcie rodzinne. Obok Bryanta juniora gra w nim na basie jego ojciec Ken. Niedawno ukazała się ich nowa płyta „Just as I Am”. Jak na trzydziestolatka, Danny Bryant może pochwalić się imponującym dorobkiem – to już bodaj siódmy (!) jego album.

Młody człowiek gra na gitarze, śpiewa i komponuje wiele z wykonywanych przez zespół utworów. Podobnie jak poprzednie tytuły Bryanta, „Just as I Am” przynosi nam solidną porcję dobrego bluesowo-rockowego grania. Nie oczekujmy sensacyjnych odkryć muzycznych i awangardy. Wszystko to już było na Wyspach grane 40 i więcej lat temu. Ale dziś, w czasach innych zupełnie mód panujących na brytyjskim rynku muzycznym, należy docenić konsekwencję w trwaniu przy komercyjnie i finansowo niezbyt obiecującej działalności.

Danny Bryant’s Redeyeband, Just as I Am, Continental Blue Heaven 2010

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj