Recenzja płyty: Ania, "Movie"

Za mało movie
Brzmienie w stylu retro dalej rozpoznawalne, ale wybór nagrań nie pomógł wnieść do niego nowych elementów.

Z nowej płyty Ani Dąbrowskiej dowiadujemy się, że lubi kino, że ogląda filmy Tarantino, nie gardzi nurtem blaxploitation i że z klasyka porno „Głębokie gardło” zna przynajmniej ścieżkę dźwiękową. Ale co nowego mówi nam muzycznie o wokalistce ten zestaw światowych szlagierów filmowych?

Jej popowe brzmienie w stylu retro dalej jest rozpoznawalne, ale wybór nagrań nie pomógł wnieść do niego nowych elementów. Mamy tu piosenki, które z filmem skleiły się nieodwołalnie („Bang Bang” przypomniane w filmie „Kill Bill”), klasyki, w których trudno odkryć coś nowego („The sound of Silence” z „Absolwenta”), i takie, które w ogóle się z filmem nie kojarzą („Strawberry Fields Forever” Beatlesów).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną