Recenzja płyty: Ozomatli, "Fire Away"
Ognisty koktajl
Dla miłośników łączenia gatunków i spontanicznej zabawy bez chwili nudy.

Nazwa Ozomatli ma związek z azteckim bogiem tańca ognia i muzyki. Nowa płyta zespołu pod tą nazwą ma z kolei ogień w tytule i jest pełna muzyki podrywającej do tańca. Nie liczmy jednak na łatwe rozpoznanie stylistyki tej oferty – jest ona koktajlem, w którym odnajdziemy smaki salsy, jazzu, funku, reggae i wielu innych gatunków. Ten założony w 1995 r. w Los Angeles wielonarodowościowy zespół nagrał właśnie siódmą płytę i wcale nie wykazuje oznak zmęczenia materiału.

Piosenki są zróżnicowane, melodyjne i radują ucho brzmieniem. Ozomatli używają niczym nieskrępowanego zestawu instrumentów. Słychać dźwięki generowane komputerowo, dęciaki (saksofon, puzon czy trąbka) oraz fortepian, bębny i oczywiście gitary. Mimo że nagrań dokonano w studiu, producent Tony Berg dołożył starań, by uzyskać „żywe” brzmienie zespołu, co dodaje muzyce niejako ulicznego posmaku. „Fire Away” to propozycja dla miłośników łączenia gatunków i spontanicznej zabawy bez chwili nudy.

Ozomatli, Fire Away, Downtown

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj