szukaj
Recenzja płyty: The Black Keys, "Brothers"
Gitara, perkusja i głos
Płyta stała się natychmiastowym bestsellerem w Stanach Zjednoczonych

Czasem może się wydawać, że ilość w muzyce koniecznie musi oznaczać jakość. Duża orkiestra, duży chór, dużo klaskania za duże pieniądze – to dla niektórych synonim prawdziwej sztuki. Tymczasem tu i ówdzie, a głównie ówdzie, czyli na przykład w Stanach Zjednoczonych, pojawiają się muzycy, którzy potrafią tworzyć wspaniałe rzeczy przy użyciu niezwykle skromnych środków.

Duet Patrick Carney i Dan Auerbach, czyli The Black Keys, jest tego najlepszym przykładem. Korzystając jedynie z gitary, perkusji i własnych głosów, bawią się melodiami, brzmieniem, rytmem i mieszaniem stylów. Ich nowa płyta, „Brothers”, może nieco zaskoczyć tych, którzy oczekują kolejnej porcji „brudnego” bluesowego grania, takiego jak na CD „Chulahoma” z utworami Juniora Kimbrougha. „Brothers” to również bardzo melodyjne, niemal popowe ballady, przypominające nastrojem rockowe i rhythmandbluesowe lata 70.

O sile muzyki na płycie niech świadczy fakt, że stała się ona natychmiastowym bestsellerem w Stanach Zjednoczonych, debiutując od razu na trzecim miejscu listy tygodnika „Billboard” jako najlepiej sprzedający się tytuł w historii zespołu.

The Black Keys, Brothers, Nonesuch Records 2010

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj