Recenzja płyty: Grace Potter & the Nocturnals, "Grace Potter & the Nocturnals"
Czary Potter
Grace dynamicznie śpiewa swoje melodyjne utwory, przypominając to Sheryl Crow, to znów Norę Jones.
materiały prasowe

Przyznaję, że o Grace Potter usłyszałem bardzo niedawno i ze zdziwieniem dowiedziałem się, że wraz ze swoim zespołem The Nocturnals nagrała już cztery płyty. Polecam tę ostatnią, zatytułowaną po prostu „Grace Potter & the Nocturnals”.

Potter jest urodzoną w Waitsfield w stanie Vermont młodą wokalistką, grającą również na Hammondzie i czasem na gitarze. Jej najnowszy album to zestaw trzynastu dobrych rockowych piosenek, w dużym stopniu ułożonych przez samą Grace. Słychać tu nawet echa Stonesów czy Faces, czyli klasyki. Żadnego wydziwiania, alternatywności, epatowania innością. Grace dynamicznie śpiewa swoje melodyjne utwory, przypominając to Sheryl Crow, to znów Norę Jones. Nie tylko dobrze śpiewa, ale i wygląda, toteż kokieteryjny fragment tekstu jednej z piosenek „I got the medicine that everybody wants” („Mam lekarstwo, którego chcą wszyscy”) wcale nie jest napisany na wyrost.

A jeżeli ktoś lubi nie tylko słuchać, ale również patrzeć, to obok przystojnych panów tworzących grupę The Nocturnals bardzo przyjemnie prezentuje się, importowana z zespołu Ryana Adamsa, gitarzystka basowa Catherine Popper. Dla każdego coś miłego.

Grace Potter & the Nocturnals, Grace Potter & the Nocturnals, Hollywood Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj