Recenzja płyty: Laurie Anderson, "Homeland"

Powrót do domu
Tak obezwładniającej i kompletnej muzycznej wizji nie pokazała od lat szesnastu.

Oj, brakowało Laurie Anderson. Na jej nowe nagrania czekaliśmy od dekady. A tak obezwładniającej i kompletnej muzycznej wizji nie pokazała od czasu płyty „Bright Red” sprzed lat szesnastu. Wraca w imponującej formie wokalnej (ma 63 lata), a nad jej muzyką znów unosi się duch awangardy – nie na tyle jednak odstraszający, by przegonić miłośników dobrych piosenek. Smaku dodają dyskretne gościnne występy gwiazd sceny nowojorskiej – Johna Zorna na saksofonie, wokalisty Antony’ego czy Lou Reeda, życiowego partnera Laurie Anderson.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną