Recenzja płyty: Kylie Minogue, "Aphrodite"
Przeboje parkietu
Każda z 12 zamieszczonych tu piosenek może być przebojem parkietów

Była nazywana króliczkiem sceny pop, ale nagrała też płytę z mrocznym poetą rocka Nickiem Cavem – jednak poza tym epizodem, od debiutu w 1987 r. aż do dziś, Kylie Minogue jest królową muzyki tanecznej. Ostatni album nic w tej charakterystyce nie zmienia. „Dance, it’s all I wanna do” (tańczyć – to wszystko, czego chcę), śpiewa Kylie w otwierającej płytę piosence „All The Lovers”. I tak jest już do końca.

Nawet jeśli można odnieść wrażenie przesadnej nieco spójności stylu, a przez to monotonii, przyznać trzeba, że każda z 12 zamieszczonych tu piosenek może być przebojem parkietów, w każdej mamy wyrazisty rytm i aranżację gęstą od elektroniki, no i każda bardzo łatwo wpada w ucho. „Aphrodite” będzie hitem, bo głos daje Kylie: słodki, uwodzicielski, bardzo sexy. Zaiste, ta płyta świetnie się rymuje z wakacyjnymi nastrojami.

Kylie Minogue, Aphrodite, Parlophone

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj