Recenzja płyty: Lang Lang, "Live in Vienna"
Lang Lang po transferze
Lepiej Lang Langa słuchać, niż oglądać, choć to właśnie efektownymi gestami zdobył popularność.

Ważny ruch: Lang Lang przeszedł z Deutsche Grammophon do firmy Sony. Ta wypuściła na początek dwupłytowy album z nagraniem na żywo (z dogrywkami) recitalu, który chiński gwiazdor pianistyki dał na początku marca w słynnej wiedeńskiej sali Musik-verein. Na pierwszej z płyt znajdują się dwie sonaty Beethovena: młodzieńcza C-dur op. 2 nr 3 oraz dojrzała „Appassionata”. Pianista gra je poprawnie, starając się ograniczyć efekciarstwo z wyjątkiem finału drugiej z sonat, ale tam efektowne granie jest raczej wskazane.

Ciekawsza jest druga płyta, z cyklem „Iberia” Isaaca Albéniza, w której Lang Lang ukazuje swoją liryczną stronę (najbardziej ją u niego lubię) i VIII Sonatą Prokofiewa, zagraną interesująco, z pazurem, ale bez przesadnego szaleństwa. I trzy chopinowskie bisy, które znamy z Warszawy: trochę dziwne wykonanie Etiudy As-dur op. 25 nr 1 oraz przerysowane Polonez As-dur op. 53 i Walc As-dur op. 34 nr 1. Widać, że pianista ma do Chopina sentyment, ale też że uważa tę muzykę za dobry środek, by się pokazać. Ale lepiej Lang Langa słuchać, niż oglądać, choć to właśnie efektownymi gestami zdobył popularność.

Lang Lang, Live in Vienna, Sony Classical 2010

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj