Recenzja płyty: Indigo Tree, "Blanik"

Ścichapęk
To fascynująca muzyka, choć trudno tę fascynację racjonalnie wytłumaczyć.
materiały prasowe

Pierwszą ujmującą cechą muzyki wrocławskiego duetu Indigo Tree jest to, jak bardzo trzeba się wyciszyć, zatrzymać, niemalże schylić, żeby dostrzec jej wielkość. Filip Zawada (poprzednio w AGD i Pustkach) oraz Peve Lety (poprzednio solo) poznali się przypadkiem, zaczęli ze sobą pracować mimochodem, a jedną z najlepszych polskich płyt ubiegłego roku „Lullabies of Love and Death” wydali po cichu.

Proste, krótkie i kompletnie pozbawione patosu kompozycje Indigo Tree brzmią jak ulotne impresje.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną