Recenzja płyty: Marek Dyjak, "Teraz"

Przeżywanie
Głos na granicy desperacji, krzyku i rozpaczy, nic sobie nie robi z takiej czy owakiej konwencji
materiały prasowe

Dyjaka z wcześniejszych jego płyt i koncertów traktowano trochę jak osobliwość estradową, jak naturszczyka, który mierzy się z trudną materią piosenki autorskiej, ale jakby brak mu należytej kindersztuby. No to posłuchajmy nowej płyty. Z perpektywy tego słuchania jasne się staje, iż wyżej opisane sposoby zdefiniowania Dyjaka to jawny nonsens. Jest bowiem Dyjak artystą totalnym i totalnie oryginalnym, czego nie tylko rzeczona płyta „Teraz” dowodzi, aczkolwiek na pewno pozwala lepiej ową totalność wyczuć. Otóż nawet napisane i skomponowane przez innych twórców piosenki brzmią w wykonaniu Dyjaka jak jego własne, hiperosobiste, nieledwie intymne utwory.

Głos na granicy desperacji, krzyku i rozpaczy, nic sobie nie robi z takiej czy owakiej konwencji – po prostu wyraża skrajne emocje. Tu nie ma miejsca na jakkolwiek rozumianą sztuczność, tak dziś modną i tak niemądrą. Autentyczności nie przyćmiewa nawet profesjonalizm instrumentalistów (vide trąbka Jerzego Małka czy klezmerski klarnet Jacka Sribniaka). Mocna to płyta, trzeba ją sobie odpowiednio dawkować, ale na pewno nigdy się nie znudzi.

Marek Dyjak, Teraz, Tararara

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj