Recenzja płyty: Smolik, " Smolik"

Pies na opornych
Piosenki schodzą na dalszy plan, liczy się samo zanurzenie w dźwięk.
materiały prasowe

Andrzej Smolik doszedł do takiego momentu, gdy już samo brzmienie jego płyt – niezwykle ciepłe, bardzo retro i do szpiku kości „analogowe” – jest wystarczającym powodem, by po nie sięgnąć. Piosenki schodzą na dalszy plan, liczy się samo zanurzenie w dźwięk. Pod tym względem „czwórka” w serii pozbawionych tytułów autorskich albumów Smolika dorównuje „trójce” albo ją przebija. Mówiąc obrazkami z okładek: łeb psa nie ustępuje ogonowi słonia.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną