Recenzja płyty: Kings of Leon, "Come Around Sundown"

Jacy oni przebojowi!
Chłopcy z Nashville grają bardziej jak popowi Anglicy niż rockowi Amerykanie.
materiały prasowe

Jeszcze nie tak dawno Kings of Leon poprzedzali koncerty Boba Dylana, U2, The Strokes i uchodzili za emblematyczny przykład nowego wcielenia rockowej alternatywy. Założony przed dekadą amerykański band nagrał jednak w 2008 r. album „Only By The Night”, gdzie sprytnie połączył rockową dynamikę z melodyjnością, co dało 6 mln sprzedanych płyt. „Come Around Sundown” jest kontynuacją tamtych pomysłów.

Chłopcy z Nashville grają bardziej jak popowi Anglicy niż rockowi Amerykanie, przypominają coś w rodzaju lżejszej gitarowej wersji Radiohead, ale to, co proponują, godne jest uwagi nawet bardzo wybrednych admiratorów ambitnej muzyki popularnej.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną