Recenzja płyty: Kanye West, "My Beautiful Dark Twisted Fantasy"
Wyżej się nie da
To wybitna płyta, mimo że nie wnosi niczego nowego do obrazu amerykańskich hiphopowych superprodukcji ostatniej dekady.
materiały prasowe

Są tu ciekawie przetworzone fragmenty starych kompozycji – między innymi zaskakujące w tym kontekście klasyki rocka progresywnego (King Crimson), psychodelii (The Mojo Men) czy zapomnianego starego popu (Manfred Mann). Są melodyjne refreny, śpiewane przez zaproszone gwiazdy pokroju Rihanny, Johna Legenda czy Justina Vernona (Bon Iver) i tak długa lista innych świetnych gości, że studiować ją można przez pełne 68 minut tego zestawu przebojowych piosenek. Wśród wielogłosowych wokali pojawiają się partie przetwarzane elektronicznie, ale i romantyczne soulowe melodie.

Kanye West – bezdyskusyjnie najbardziej utytułowany producent hiphopowy ostatnich lat – potrafi świetnie budować napięcie, rozpoczynając całość od trzęsienia ziemi, bombastycznych chórków w utworze „Dark Fantasy”. „Can we get much higher?” – można w nim usłyszeć, czyli „Czy można zajść jeszcze wyżej?”. W tej dziedzinie już nie można, dlatego jeśli ktoś kupuje jedną przebojową płytę hiphopową na 10 lat, właśnie nadszedł ten właściwy moment.

Kanye West, My Beautiful Dark Twisted Fantasy, Roc-a-Fella/Universal

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj