Recenzja płyty: Motorhead, "The World Is Yours"

Motorhead wiecznie żywy
Ostry, szorstki, metalowy rock, pełen emocji i lekceważenia dla mijających muzycznych mód.
materiały prasowe

Zespół Motörhead powstał w 1975 r., kiedy wielu jego dzisiejszych słuchaczy jeszcze nie było nawet w planach. Zmienił się świat, zmieniły niektóre granice, zniknął Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, w Klewkach pojawili się talibowie, a Lemmy Kilmister z kolegami, jak gdyby nigdy nic, grają rock and rolla. Nie tylko grają, ale nagrywają.

Właśnie ukazał się nowy, dwudziesty album Motörhead, zatytułowany „The World Is Yours”. 65-letni wokalista jakby nie zwracał uwagi na upływ czasu – nadal tworzy i wykonuje ostry, szorstki, metalowy rock, pełen emocji i lekceważenia dla mijających muzycznych mód. Jak to podkreślają ich apologeci, Motörhead to nie tylko styl muzyczny, to również styl życia. Na „The World Is Yours” nie znajdziemy przebojów ani karnawałowych tanecznych rytmów. To bezkompromisowe rockowe wymiatanie, które nabiera prawdziwego sensu, gdy słucha się go „z wykopem” na prawdziwym sprzęcie, a nie na piszczących telefonowo-laptopowych głośniczkach czy słuchaweczkach.

Motorhead, The World Is Yours, EMI 2010

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj