Recenzja płyty: Wojciech Gąssowski, "I Wish You Love"
Skąd my to znamy?
Po wysłuchaniu tej płyty pozostaje w pamięci ciepły wokal, eleganckie aranżacje, no i cały ten urok muzycznych evergreenów.
materiały prasowe

Weteran rocka śpiewa standardy jazzowe i stare amerykańskie piosenki. Skąd my to znamy? Oczywiście, wiadomo... i sam Gąssowski przyznaje się do przykładu Roda Stewarta w dołączonej do płyty książce. Był to zatem pomysł tyleż prosty, ile ryzykowny, bo ten, kto naśladuje, zawsze naraża się na brak własnej artystycznej tożsamości. A jednak po wysłuchaniu tej płyty pozostaje w pamięci ciepły wokal, eleganckie aranżacje, no i cały ten urok muzycznych evergreenów, które kiedyś śpiewali Nat King Cole, Dean Martin, Frank Sinatra.

Wojciech Gąssowski udowadnia, że czuje tę muzykę nie gorzej niż rock’n’rolla, z którym kojarzy się najszybciej. Co ważne, wraz ze znakomitym zespołem (Herdzin, Napiórkowski, Kubiszyn, Konrad, Majewski, Rękas) podchodzi do owej muzycznej materii z ogromnym pietyzmem, niekiedy nawet przesadnym, co daje czasem efekt nieco muzealny. Ale nie ma się czemu dziwić, wszak takie kawałki jak „Blue Moon”, „I’m Lost” czy tytułowy przebój z połowy lat 50. „I Wish You Love” to niekwestionowana klasyka.

Wojciech Gąssowski, I Wish You Love, Agora

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj