Recenzja płyty: Iron&Wine, "Kiss Each Other Clean"
Nowy mistrz
Ten zestaw piosenek jest wyjątkowo przystępny.
materiały prasowe

Tego przemiłego brodacza, piszącego ciepłe piosenki osadzone mocno w amerykańskiej tradycji, znają nawet widzowie popularnych seriali, w tym „Doktora House’a”, na którego ścieżce dźwiękowej się pojawił. Mogą tylko nie wiedzieć, że to, co słyszeli, to właśnie Sam Beam, czyli Iron&Wine. Kiedy zaczynał, mówiono o tym „alternatywny folk”. Dziś pisanie o nim per „alternatywny” nie ma sensu, bo Beam odszedł dość daleko od zgrzebnej formuły, zapędzając się w rejony Steely Dan (szuka – jak sam mówi – popowych brzmień lat 70.) albo Toma Waitsa (rozedrgany rytmicznie okres „Swordfishtrombones”).

Poprzednią płytą wskoczył do pierwszej trzydziestki bestsellerów za oceanem, dzięki „Kiss Each Other Clean” powinien przywitać się z pierwszą dziesiątką. A ci, którzy go nie znają, zdecydowanie muszą – korzystając z tego, że ten zestaw piosenek jest wyjątkowo przystępny – nadrobić zaległości.

Iron&Wine, Kiss Each Other Clean, 4AD

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj