Recenzja płyty: PJ Harvey, "Let England Shake"
Anglia się zatrzęsła
Harvey, która przeszła drogę dziewczyny z prowincji, wraca do korzeni.
materiały prasowe

Angielka Polly Jean Harvey od lat cieszy się statusem kultowej sławy, traktowana czasem jak kobiecy odpowiednik Nicka Cave’a (z którym zresztą łączył ją niegdyś romans), artystka zbyt introwertyczna, by przemówić do wszystkich. Na „Let England Shake” ta utalentowana i zmieniająca z płyty na płytę pomysły na muzykę wokalistka wyszła ze swojej skorupy i zajęła się tzw. problemami społecznymi. Gęsto ściele się w jej tekstach trup angielskich żołnierzy ginących w zamorskich konfliktach, majaczy tęsknota za odrębnością Brytanii: „Cholerni Europejczycy! Zabierzcie mnie znów do Anglii i jej szarego, zbutwiałego plugastwa sprzed wieków”.

Harvey, która przeszła drogę dziewczyny z prowincji, wraca do korzeni. Gra na saksofonie – jednym ze swoich pierwszych instrumentów, wykorzystuje folkowe brzmienia i sample, śpiewa wyżej niż zwykle, niczym egzaltowana nastolatka. W swoim dawnym lokalnym kościółku w hrabstwie Dorset, z grupą przyjaciół – w tym Johnem Parishem i Mickiem Harveyem – nagrała wstrząsająco dobry album o zagubionym duchu swojej ojczyzny.

PJ Harvey, Let England Shake, Island

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj