szukaj
Recenzja płyty: Los Lonely Boys, "Rockpango"
Rockowa zabawa
Tytuł jest angielsko-hiszpańską zbitką oznaczającą „rockową zabawę” i słowa dotrzymuje.
materiały prasowe

Określenie „Texican rock and roll”, mieszczące w sobie zarówno Teksas, jak i Meksyk, na dobre przylgnęło do teksaskiego rodzinnego tria Los Lonely Boys. Ich najnowsza płyta nosi tytuł „Rockpango”, co dodatkowo podkreśla dwukulturowość produkcji zespołu, a jest angielsko-hiszpańską zbitką oznaczającą „rockową zabawę” i słowa dotrzymuje. Nowy album zespołu po raz kolejny potwierdza niezwykłą muzykalność braci Garza, a także ich umiejętność łączenia muzycznych smaków, występujących po obu stronach południowej granicy Stanów Zjednoczonych. Mamy więc kołyszące utwory, pełne zarówno melodii, jak i rockowej dynamiki.

Nastrój wzajemnego przenikania dwóch kultur potęguje jeszcze zabieg polegający na dwujęzyczności tekstów piosenek. Wszystko to oczywiście byłoby niewiele warte, gdyby nie wirtuozerska sprawność instrumentalna braci. Słuchając ich produkcji studyjnej, ma się zaufanie, że nie ma tutaj komputerowych czarów-marów i że mamy do czynienia z prawdziwym, niepreparowanym graniem. „Rockpango” oferuje nam różnorodny zestaw oryginalnych kompozycji panów Garza. Oryginalnych, ale też wskazujących na pewne inspiracje, jak np. piosenka „16 Monkeys”, od razu przywodząca na myśl Beatlesowskiego „Taxmana”. Nie należy jednak robić z tego zarzutu, bo „Rockpango” to, zgodnie z tytułem, blisko godzina doskonałej rockowej zabawy.

Los Lonely Boys, Rockpango, Provogue 2011

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj