Recenzja płyty: Joe Bonamassa, "Dust Bowl"

Bonamassa znów wymiata
Nie widać żadnego zmęczenia materiału – Bonamassa jest w znakomitej formie.
materiały prasowe

Historia muzyki rozrywkowej zna sporo przypadków cudownych dzieci, które dorastały i popadały w zapomnienie. Joe Bonamassa szczęśliwie ominął wszystkie pułapki i rozczarowania czyhające na gitarowego wunderkinda. Owszem, już jako ośmiolatek występował przed B. B. Kingiem, ale nie uznał tego za powód, by spocząć na laurach. Wytrwale pracował nad swoją sztuką i dziś jest jednym z najsłynniejszych bluesowych (i nie tylko) gitarzystów świata.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną