Recenzja płyty: Maciej Maleńczuk i Psychodancing, "Wysocki"
Jak Wysocki
To chyba najlepsza płyta Macieja Maleńczuka. Chapeau bas!
materiały prasowe

Starzy fani Włodzimierza Wysockiego pewnie się obrażą. Wszak Maleńczuk używa ich idola bezczelnie po swojemu. Wysocki zdaje się tu raczej pretekstem niż celem. Żadna z prezentowanych na płycie piosenek nie przypomina oryginału. Ale, wbrew temu, co mogą pomyśleć obrażalscy, na tym właśnie Maleńczuk wygrywa. Bez czołobitności, za to z autorskim pomysłem pokazuje, jak można dziś przywoływać ducha rosyjskiego śpiewającego poety. Nagle słyszymy, że wcale nie trzeba być ani Kaczmarskim, ani Olbrychskim, by się udało. Nie trzeba mieć chrypki, nie trzeba przesadzać z bebechowatością i mentalnym ekshibicjonizmem.

Nie wiem, ile to zajęło Maleńczukowi czasu, tak czy siak trafił w punkt, zrozumiał ideę, dopasował przy tym Wysockiego do współczesności. I jest to chyba najlepsza płyta Macieja Maleńczuka. Chapeau bas!

Maciej Maleńczuk i Psychodancing, Wysocki, Warner Music 2011

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj