Recenzja płyty: Fleet Foxes, "Helplessness Blues"

Nowocześni niedzisiejsi
Repertuar lipcowego koncertu grupy w Poznaniu będzie jeszcze bardziej imponujący.
materiały prasowe

Ich debiut przed trzema laty miał siłę trzęsienia ziemi. Folk-rockowy zespół ze Seattle – bardzo tradycyjny w brzmieniu, mocno skupiony na detalach piosenkowej sztuki i reprezentujący niemodną, wydawałoby się z pozoru, poetycką wrażliwość – wygrał wiele podsumowań krytyków muzycznych. Fanów zdobył jeszcze przed premierą. Może dlatego, że członkowie Fleet Foxes nie obrażali się na rzeczywistość, gdy pliki mp3 z ich debiutem wyciekły do Internetu. Ba, Robin Pecknold, lider formacji, ogłosił, że sam wiedzę muzyczną na temat starego folku czerpał z podobnie nielegalnych źródeł.

Na nowej płycie FF prezentują kompozycje równie wyrafinowane, ale Pecknold nieco rzadziej decyduje się na topienie utworów w barokowych chórkach, więcej partii śpiewa solo i potwierdza przy okazji, że jest jednym z najlepszych wokalistów najmłodszego pokolenia. Lider Fleet Foxes to dziś człowiek ledwie 25-letni, ale charyzma i perfekcjonizm mogą go zaprowadzić naprawdę daleko. Może nawet w rejony jego idoli – Paula Simona, Neila Younga, Crosby’ego, Stills&Nash czy Vana Morrisona. Repertuar lipcowego koncertu grupy w Poznaniu będzie jeszcze bardziej imponujący, niż się dotąd wydawało.

Fleet Foxes, Helplessness Blues, Sub Pop

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj