szukaj
Recenzja płyty: Warren Haynes, "Man in Motion"
Bluesman w ruchu
To płyta do wielokrotnego słuchania i smakowania, daleka od przelatujących bez śladu przez głowę sezonowych top trendów.
Materiały prasowe

Warren Haynes reprezentuje inne pokolenie niż Willie Nelson, ale podobnie jak stary mistrz jest niespokojnym muzycznym duchem rynku amerykańskiego. Aktywnie działa jako członek takich renomowanych formacji jak The Allman Brothers Band czy Gov’t Mule, występuje w najróżniejszych konfiguracjach na festiwalach muzycznych, nagrywa własne płyty. Właśnie ukazała się na rynku najnowsza, zatytułowana „Man in Motion”.

Miłośnicy Allmanów czy Gov’t Mule z pewnością będą oczekiwać bluesowo-rockowej atmosfery, nie zapominajmy jednak, że Haynes jako młody człowiek był wielkim fanem tego, co proponowały melomanom takie wytwórnie jak Atlantic, Motown i Stax (ta ostatnia zresztą firmuje płytę Haynesa w Stanach), a wśród jego ulubionych wykonawców byli Smokey Robinson, Diana Ross, Otis Redding i Wilson Pickett. Nic więc dziwnego, że „Man in Motion” pozwala nam przypomnieć sobie brzmienie dawnych soulowych i rhythmandbluesowych przebojów we współczesnym wydaniu. Dominuje znakomita gitara Haynesa i jego szorstki, charakterystyczny wokal. To płyta do wielokrotnego słuchania i smakowania, daleka od przelatujących bez śladu przez głowę sezonowych top trendów.

Warren Haynes, Man in Motion, Stax

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj