Recenzja płyty: Too Slim and the Taildraggers, „Shiver”
Wciąż silni po 25 latach
Dojrzała i pieczołowicie wyprodukowana porcja blues rocka.
Too Slim and the Taildraggers Shiver
materiały prasowe

Too Slim and the Taildraggers Shiver

Too Slim and the Taildraggers to grupa szczycąca się o wiele większym dorobkiem niż ICLASitH Michaela Damrona. Ten pochodzący z miasta Spokane (stan Waszyngton) zespół obchodzi w tym roku ćwierćwiecze swojego istnienia. Mają na koncie kilkanaście płyt i setki koncertów w Stanach Zjednoczonych i na świecie. Liderem jest tu właśnie „Too Slim”, czyli Tim Langford – kompozytor, wokalista, a przede wszystkim znakomity gitarzysta slide. Too Slim and the Taildraggers nie są megagwiazdą amerykańskiego rynku muzycznego. Nie sprzedają milionów płyt, a „zaledwie” setki tysięcy, ale jakość ich artystycznych propozycji niejednokrotnie o parę klas przewyższa silnie lansowane popowe objawienia jednego sezonu.

Najnowsza płyta grupy „Shiver” to dojrzała i pieczołowicie wyprodukowana porcja blues rocka. Podstawowy skład zespołu, czyli gitarę, bas i perkusję, doskonale wspomaga i uzupełnia gościnnie występująca słynna sekcja instrumentów dętych The Texas Horns, kierowana przez Marka Kazanoffa. Innym znakomitym gościem jest wokalista Curtis Salgado. O sile płyty decyduje nie tylko wykonanie, ale także materiał muzyczny w postaci 12 bardzo dobrych kompozycji Tima Langforda. Po 25 latach działalności the Taildraggers nie wykazują żadnych śladów zmęczenia. Przeciwnie, proponują znakomity i dojrzały produkt.

Too Slim and the Taildraggers, Shiver, Underworld Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj