Recenzja płyty: Zomby, "Dedication"

Miejski mistyk
Muzyka Zomby’ego wypełniała już przerwy w koncertach Lady Gagi i pokazy Prady, ale...
materiały prasowe

Zjawisko sceny dubstep – producentów z przedmieść Londynu, którzy z muzyki tanecznej zrobili stłumioną, impresyjną ścieżkę dźwiękową do podróży po metropolii nocą – nie przestaje mnie fascynować. W pewnym sensie przypominają twórców graffiti, podpisując się dziwnymi pseudonimami i często ukrywając własną tożsamość. Jak Zomby, jeden z bardziej obiecujących, który trafił właśnie do wytwórni 4AD, tej samej, która w latach 80.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną