Recenzja płyty: Zomby, "Dedication"
Miejski mistyk
Muzyka Zomby’ego wypełniała już przerwy w koncertach Lady Gagi i pokazy Prady, ale...
materiały prasowe

Zjawisko sceny dubstep – producentów z przedmieść Londynu, którzy z muzyki tanecznej zrobili stłumioną, impresyjną ścieżkę dźwiękową do podróży po metropolii nocą – nie przestaje mnie fascynować. W pewnym sensie przypominają twórców graffiti, podpisując się dziwnymi pseudonimami i często ukrywając własną tożsamość. Jak Zomby, jeden z bardziej obiecujących, który trafił właśnie do wytwórni 4AD, tej samej, która w latach 80. odpowiedzialna była za lubianą i w Polsce falę onirycznej muzyki pop, z Cocteau Twins i This Mortal Coil na czele.

To tylko pozorny zgrzyt. Po pierwsze, mistycyzm oryginalnych pejzaży dźwiękowych Zomby’ego łączy je z klimatem wczesnych lat tej firmy. Po drugie, ukazanie się „Dedication”, drugiej płyty tego artysty, pod tak znaną marką, jest kolejnym sygnałem wyprowadzania gatunku na szersze wody. Powolnego i ostrożnego, bo choć muzyka Zomby’ego wypełniała już przerwy w koncertach Lady Gagi i pokazy Prady, nagłe odarcie z aury tajemnicy odebrałoby jej duszę i sprowadziło do postaci zombie.

Zomby, Dedication, 4AD

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj