Recenzja płyty: Rory Gallagher, "Notes from San Francisco"

Nieznany Gallagher z sejfu
Fani muzyki irlandzkiego artysty mogą cieszyć się znakomitym brzmieniem dwunastu ognistych kawałków.
Sony Music/materiały prasowe

Wiosną 2011 r. miłośnicy talentu Rory’ego Gallaghera otrzymali niespodziewanie nadzwyczajny prezent – album „Notes from San Francisco”. Ten irlandzki gitarzysta zmarł w 1995 r., a wydawane po jego śmierci płyty były albo kompilacjami rzeczy znanych, albo lepszymi lub gorszymi zapisami koncertów artysty. Tak więc ukazanie się „Nut (albo „notatek”) z San Francisco” musiało stać się wydarzeniem. Jest to bowiem pełnowymiarowy, studyjny album z wcześniej niepublikowanym materiałem.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną